niedziela, 15 października 2017

Dezodorant Naturalny Ałunowy z Pantenolem Beaute Marrakech Ałun Spray

Temat dezodorantów, antyperspirantów ostatnio jest bardzo popularny. Wszystko przez publikowane coraz nowsze badania o szkodliwości zawartych w powszechenie stosowanych antyperspirantach soli aluminium. Niestety nadmierne ich używanie może w konsekwencji prowadzić do groźnych chorób. Poza tym każdy z nas, kto ich używa na codzień wie, jak wpływają na stan skóry. Chociaż niektóre rzeczywiście chronią przed nadmiernym poceniem, najczęściej do tego podrażniają skórę. Są również i naturalne dezodoranty, ale one prócz pięknego zapachu wiele nie pomagają - szczególnie osobom aktywnym fizycznie. Dlatego jest jeszcze jedno, w pełni naturalne rozwiązanie - ałun. Znany zapewne w formie kryształu, teraz dostępny jest w formie spray'u z dodatkiem pantenolu od Beaute Marrakech.


Dezodorant ałunowy jest połączeniem ałunu potasowego oraz pantenolu.
Ałun to naturalny minerał górski składający się ze związków glinu, jednak w przeciwieństwie do soli glinu występujących w dezodorantach nie przenika przez skórę, tworzy jedynie cienką warstwę na jej powierzchni. Wykazuje działanie ściągające, antyseptyczne i przeciwbakteryjne, dzięki czemu doskonale zwalcza przyczyny powstawania przykrego zapachu potu. Działa antybakteryjne i dezynfekująco.
Obecny w składzie pantenol, inaczej prowitamina B5 skutecznie poprawia nawilżenie skóry. Działa przeciwzapalnie oraz kojąco zmniejszając podrażnienia i zaczerwienienia. Doskonale pielęgnuje, stymuluje procesy regeneracji, a także pomaga leczyć drobne rany, otarcia i zadrapania.
Dezodorant zapewnia długotrwałą świeżość, nie zatyka porów, pozwala skórze naturalnie oddychać.


Największym atutem - jak w każdym z kosmetyków od Beaute Marrakech - jest prosty, naturalny skład: woda, ałun potasowy oraz pantenol. Nie zawiera żadnych innych, szczególnie tych drażniących składników. Dezodorant ten nadaje się dla każdej skóry, w tym wrażliewej czy alergicznej. Nie jest barwiony, nie ma zapachu. Dla osób, które lubią jednak gdy dezodorant pachnie jest wersja z wodą różaną. Jednak nie ma czego się obawiać. Mimo, że dezodorant nie pachnie, nie ma obawy - ałun w naturalny sposób neutralizuje nieprzyjemne zapachy. Aplikacja jest dużo łatwiejsza niż tradycyjnego ałunu. Spray rozpylamy w niewielkiej odległości i czekamy chwilkę aby wysechł. Ja oczywiście nie mam na to czasu, dlatego zaraz się ubieram - na szczęście dezodorant nie brudzi ubrań i nie zostawia żadnych śladów. Spokojnie nakładałam go nawet na świeżo wydepilowaną skórę - żadnego pieczenia, podrażnienia, a nawet wręcz uczucie pielęgnacji. I przy tym zostańmy. Mianowicie po używaniu spray'u po kilku dniach zauważyłam, że stan skóry znacznie się poprawił. Dotychczas była wymęczona, podrażniona, przesuszona przez antyperspiranty. Dzięki zawartości pantenolu jest miękka, przyjemna w dotyku, zniknęły zaczerwienienia i jest pięknie wypielęgnowana. 


Jeśli chodzi o dezodoranty zdecydowanie ałunowy wygrywa - takie jest moje zdanie, a wypróbowałam ich już wiele. Jeśli chodzi o kryształ ałunowy, który działa jak bloker, tutaj efekt jest podobny, może odrobinę lżejszy. Ale dzięki temu można go używać codziennie. Do tego jest bezpieczny i łatwy w użyciu. Mam zamiar wypróbować jeszcze wersję z wodą różaną. Gdzie można dostać kosmetyki od Beaute Marrakech - na pewno na stronie Maroko Sklep. Natomiast stacjonarnie widziałam je w Drogeriach Natura oraz lokalnych sklepach zielarskich i z produktami ekologicznymi. 

piątek, 6 października 2017

Equilibra Argan Płyn Micelarny + Aloe Gel Pasta Do Zębów Wybielająca

Dzisiaj będzie o płynie micelarnym - nie wyobrażam sobie codziennego oczyszczania twarzy bez micela. Każda z Was na pewno czeka cały dzień na ten moment - w końcu mogę zmyć makijaż i umyć twarz z wszelkich zanieczyszczeń. Jeszcze kilka lat temu nie używałam miceli, a teraz zaczynam nim każde oczyszczanie twarzy. Uwielbiam tę chwilę, ale źle dobrany płyn micelarny potrafi ją zepsuć i sprawić, że będzie nieprzyjemna. Wrażliwe oczy reagują od razu swędzeniem i pieczeniem, niektóre z nich potrafią zabrudzić soczewki kontaktowe, a pomimo długiego czasu zmywania ostatecznie pod oczami zostaje efekt pandy... Na szczęście udało mi sie znaleźć micel idealny, więc w dzisiejszym poście kilka słów o płynie micelarnym Argan z serii Natural Youth od Equilibra.


Usuwa wszelkie ślady makijażu i zanieczyszczenia, pozostawiając skórę świeżą i stonowaną. Micele powstałe ze środków powierzchniowo czynnych pochodzenia roślinnego, wybrane ze względu na ich efektywność i łagodność dla skóry, skutecznie przechwycają zanieczyszczenia oraz pozostałości makijażu, ułatwiając demakijaż i delikatne oczyszczanie skóry. 
Zawiera 98% składników pochodzenia naturalnego, w tym środki powierzchniowo czynne z oleju arganowego, kwas hialuronowy, wyciąg z gardenii.


Jak spisał się u mnie? Po pierwsze od razu spodobało mi się opakowanie - proste, przezroczyste - widzimy ile płynu jest i że nie jest niczym barwiony. Do tego to co lubię najbardziej w płynach - pompka, która ułatwia użytkowanie - naciskamy i dozujemy taką ilość, jaką potrzebujemy na wacik. Pachnie pięknie, ale nienachalnie. Konsystencja typowa dla płynu - wodnista, jednak na skórze czuć delikatne olejki. Zazwyczaj do zmywania makijażu i wstępnego oczyszczenia twarzy używałam sporo micela, natomiast w tym przypadku naprawdę niewielką ilością płynu mogłam ładnie zmyć wszystko za jednym zamachem. Dodam, że mam bardzo wrażliwe oczy, szczególnie w alergicznym sezonie. Płyn absolutnie mnie nie podrażnił, nie wywołał żadnych nieprzyjemności - nawet jeśli dostał się do oka. Skóra po użyciu płynu jest oczyszczona, miękka w dotyku i nawilżona. 


Micel ten nie wymaga spłukiwania, jednak ja zawsze po użyciu płynu myję twarz jeszcze delikatnym żelem. Nawet po umyciu twarzy pieniaczem wciąż czuć działanie wcześniej użytego płynu micelarnego, szczególnie to nawilżenie i miękkość, oraz wciąż czuć jego przyjemny zapach. Jak dla mnie produkt trafiony w dziesiątkę, jeśli chodzi o moje wymagania, a szczególnie łagodność dla moich wrażliwych oczu i alergicznej skóry. Tak się polubiłam z arganowym micelem od Equilibra, że zostaje ze mną na stałe. :)

Będąc przy firmie Equilibra chcę napisać jeszcze kilka słów o kolejnej nowości, którą jest pasta do zębów z serii Aloe. Aloesowe kosmetyki z tej serii bardzo polubiłam, szczególnie szampon i odżywkę do włosów. Teraz pojawiła się pasta wybielająca w formie aloesowego żelu.

Pasta do zębów w formie delikatnego żelu o świeżym, miętowym smaku, wolna od sacharyny. Łączy w sobie kojące działanie arniki, szałwi i aloesu (odpowiadający 30% soku z aloesu) z odświeżającym działaniem mentolu. Naturalne działanie wybielające zawdzięcza zawartości perlitu i krzemionki. Stosowana regularnie, przy prawidłowym szczotkowaniu zębów co najmniej przez minutę, pomaga chronić przed przebarwieniami i żółknięciem spowodowanym piciem barwiących napojów i paleniem tytoniu. Gwaratnuje odpowiednią ochronę przed powstawaniem płytki nazębnej i próchnicą, naturalnie wybiela nie uszkadzając szkliwa oraz zapewnia świeży oddech.

Bardzo przyjemna pasta - żelowa formuła o jasnozielonym kolorze. Aż 97% składników pochodzenia roślinnego, nie zawiera fluoru. Pasta jest delikatna, nie odczułam żadnego pieczenia, a mam dość wrażliwe zęby i dziąsła. Ma subtelnie ziołowy, świeży smak i zapach, które długo utrzymuje się w ustach. Pięknie czyści ząbki, są lśniące i gładkie. Nie narzekam na odcień moich zębów, są naturalnie białe - dlatego nie odczułam różnicy w kolorze, natomiast na pewno pomaga utrzymać biel zębów na dłużej. 

Jakie są Wasze opinie o kosmetykach Equilibra? Macie jakichś ulubieńców? A może wypróbowaliście któreś z powyższych nowości? Piszcie! :)

sobota, 30 września 2017

Książka Sierpnia - Pan Przypadek i Korpoludki

„Pan Przypadek i korpoludki” to już trzeci tom przygód rodzimego detektywa geniusza. Tytułowy bohater, Jacek Przypadek, trochę romantyk, bardziej cynik, ponownie musi rozwiązać trzy niecodzienne zagadki. Wszystkie one dzieją się w świecie pracowników wielkich międzynarodowych korporacji. Pierwsza ze spraw nosi kryptonim „Morderstwo w Orient Espresso” i opowiada o tytułowym zabójstwie dokonanym w modnej kafejce serwującej ulubione przez korpoludków sushi. Druga zagadka, „Zbrodniarz i kara”, to historia największej zbrodni, jaką można sobie wyobrazić w świecie korporacji. Ponieważ jednak zbrodni tej nie przewiduje kodeks karny, firma musi wynająć do jej wyjaśnienia detektywa Przypadka. W ostatniej sprawie, „Moralności pana Julskiego”, Jacek musi z kolei odnaleźć złodzieja, który okradł… złodzieja.
Przy rozwiązywaniu tych zagadek Przypadek przysporzy sobie jak zwykle mnóstwa wielu wrogów. W tle będzie się wciąż czaił największy z nich, złowrogi Klempuch, szykujący dla niego szczególną niespodziankę. Chociaż tym razem Jacka zaskoczy najbardziej samo życie…

 


To już moje trzecie spotkanie z niePrzypadkowymi przygodami genialnego detektywa. Zazwyczaj nie oceniam książki po okładce - ale tutaj wystarczy jedno spojrzenie i już wiadomo - śledztwa będą dotyczyć ciężkich spraw. Bowiem praca w korporacji niekiedy odbiera ludziom wszelkie skrupuły i możliwość logicznego rozumowania. Liczy się tylko kariera, korporacja w której pracują to jedyna słuszna, a oni sami są zdolni do wszystkiego, aby piąć się po szczeblach kariery czy bronić racji swojej firmy. Z tego typu korpoludkami tym razem musi zmagać się w swoich śledztwach detektyw-jasnowidz Jacek Przypadek. W książce jak zwykle trzy opowiadania z krainy korporacyjnych biurowców, każde z nich nawiązujące swoim tytułem do znanych książek.

O bohaterach książek pisałam już sporo w pierwszej oraz drugiej recenzji. W trzecim tomie wciąż przewijają się te same postaci oraz pojawiają się nowe - pracownicy korporacji. Jeden z nich - pewien Włoch - zagości w sercu Marzeny na trochę dłużej. Jacek, chociaż otoczony skorymi do pomocy przyjaciółmi, angażując się w kolejne śledztwa przysparza sobie nowych wrogów. Są też "starzy" wrogowie, którzy śledzą bacznie jego poczynania przez cały czas. 

Towarzysząc Jackowi w śledztwach ubawiłam się świetnie - gdyż nie brakuje w Przypadkowych przygodach wspaniałego humoru na najlepszym poziomie. Sam Pan Przypadek ma tego rodzaju cyniczne poczucie humoru, które u niego uwielbiam. Nie brakuje śmiesznych sytuacji i dialogów, szczególnie jeśli na horyzoncie pojawia się nieudolny podkomisarz Łoś i jego asystent. Jak zwykle byłam pod wrażeniem błyskotliwości umysłu Jacka. Niekiedy wczytując się w tok śledztwa jestem już pewna  - to ta osoba jest winna - a tu bach! Pan Przypadek oznajmia, że prawda jest zupełnie inna niż się spodziewaliśmy. I robi to w takim stylu, że wszytkim opadają szczęki. Zwykle na końcu śledztwa sama analizuje szczegóły, na które mógł detektyw zwrócić uwagę, a pomogły w rozwiązaniu sprawy. Nie mogę wtedy się nadziwić, jak na to wpadł. Przyznam, że coraz bardziej podobają mi się książki o śledztwach Przypadka. Czyta się je lekko i przyjemnie, chociaż sprawy dotyczą czasem ciężkich przypadków - a nawet morderstw - nie leje się tu krew rynsztokami. Wszystko opisane w dobrym, eleganckim stylu. Jeśli mam wybrać ulubione opowiadanie to zdecydowanie pierwsze z nich "Morderstwo w Orient Espresso" - nawiązujące nazwą do opowieści królowej kryminału Agathy Christie, którą swoją drogą bardzo lubię. Cieszę się, że trafiłam na książki o detektywie Przypadku, ponieważ dawno nie czytałam tak dobrze napisanych współczesnych kryminałów. 

Dlatego polecam i Wam, nawet jeśli nie jesteście fanami tego typu książek, na pewno przy tej lekturze będziecie się dobrze bawić. A może znacie już przygody Jacka Przypadka i chcielibyście się podzielić wrażeniami?

sobota, 23 września 2017

Beaute Marrakech Czarne Mydło Naturalne Savon Noir & Pumeks Hammam

Czarne mydło - trzy składniki - a tyle korzyści dla skóry. Zawiera bowiem tylko wodę, oliwę z czarnych oliwek oraz potrzebny w procesie zmydlania wodorotlenek potasu. Dlaczego nazywane jest czarnym mydłem? To kolor dojrzałych, czarnych oliwek nadaje mu taką barwę, która może być między ciemnozielonym a ciemnobrązowym. Kilka słów o właściwości oleju z oliwek oraz samym mydle, które znajdziemy na stronie importera Beaute Marrakech.


Oliwa tłoczona z oliwek stosowana była w celach pielęgnacyjnych już w czasach starożytnych. Jest doskonałym, naturalnym kosmetykiem myjącym. Często bywa składnikiem linii pielęgnacyjnych do twarzy, włosów, paznokci oraz całego ciała. Olej z oliwek wykorzystywany jest także w przemyśle farmaceutycznym. Jest bogatym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych: oleinowego, linolowego oraz linolenowego, które warunkują właściwe funkcjonowanie skóry. Kwasy te wchodzą w skład błon komórek tworzących warstwę rogową. Zapewniają komórkom nawilżenie oraz spowalniają procesy starzenia. 

Dzięki zawartości oliwy z oliwek czarne mydło wykazuje działanie peelingujące, dotlenia oraz dogłębnie oczyszcza skórę z toksyn i łoju. Przywraca jej naturalną równowagę i nawilżenie, zapewniając odpowiednią ochronę. Mydło zmiękcza skórę oraz usuwa martwe komórki naskórka, co pozwala jej swobodnie oddychać oraz zapewnia właściwy przebieg procesów regeneracyjnych.

Skóra staje się jedwabiście gładka, delikatna w dotyku, odżywiona i nawilżona. Czarne mydło jest kosmetykiem roślinnym, dobrze tolerowanym nawet przez skórę wrażliwą. Naturalne czarne mydło polecane jest także do pielęgnacji skóry trądzikowej. Oczyszcza pory i normalizuje wydzielanie sebum, zwalcza bakterie odpowiedzialne za powstawanie zmian trądzikowych.


Jak widać na zdjęciu ciemnozielony kolor, natomiast konsystencja to coś między gęstym żelem a galaretką. Właściwie nie wiem jak dokładnie ją określić, ale w dotyku całkiem przyjemne. Zapach mocno oliwkowy, który osobiście uwielbiam. Należy pamiętać aby nabierać mydło suchą dłonią, aby do opakowania nie dostała się woda. Nakładamy na zwilżoną skórę i masujemy. Naprawdę niewielka ilość wystarcza na całe ciało, a zaledwie odrobiona na samą twarz. Wydajność to ogromny plus. Savon Noir delikatnie się pieni i przyjemnie rozprowadza. Używałam mydła zarówno do twarzy, jak i do ciała. Po zmyciu czuć, że cera jest nawilżona, wygładzona i wręcz promienieje. Jest dobrze napięta, ale przy tym miękka. Jeśli chodzi o ciało świetnie sprawdza się w codziennej pielęgnacji oraz do masażu ciała. Już po pierwszym razie zauważamy, że skóra jest lepiej nawilżona i jędrna. Po kilku użyciach widać sporą poprawę. Czarne mydło możemy łączyć ze wszelkimi naturalnymi produktami - olejkami eterycznymi, roślinnymi czy glinkami. Pielęgnacja czarnym mydłem jest również pierwszym etapem rytuału Hammam. Ma on na celu dogłębne oczyszczenie ciała. Samo w sobie Savon Noir ma właściwości peelingujące, ale dzięki użyciu akcesoriów można zauważyć jeszcze lepsze efekty.

Mydło należy równomiernie rozprowadzić na mokrej skórze i pozostawić na kilka minut. Następnie zmiękczoną skórę masować rękawicą Kessa okrężnymi ruchami w celu dogłębnego oczyszczenia. Po zakończeniu masażu skórę należy opłukać, a następnie wykonać drugi etap rytuału Hammam – oczyszczanie skóry glinką Rhassoul.



Pumeks Hammam (na zdjęciu powyżej) również wykorzystywany jest w trakcie rytuału Hammam. Jest zrobiony w 100% z naturalnej marokańskiej czerwonej glinki wypalanej w piecu. Zawiera minerały takie jak żelazo, cynk, magnez czy selen. Pumeks  służy do usuwania martwego, zrogowaciałego naskórka stóp, jak i do masażu ciała. Dzięki nim można się poczuć jak w prawdziwym SPA w Maroko, już nie wspominając, że jest świetną ozdobą naszej łazienki. Dzięki wygodnemu uchwytowi łatwo się nim posługiwać. Trwały i skuteczny, więc chwilę nam posłuży, a przy tym ma dobrą cenę. Po więcej informacji zaglądnijcie na stronę Maroko Sklep, gdzie znajdziecie te oraz inne marokańskie, naturalne kosmetyki. Możecie również rozglądnąć się za nimi w Drogeriach Natura. 



Jak widać we własnym domu można urządzić sobie SPA przy użyciu naturalnych dóbr Maroka. Czarne mydło jest bardzo wydajne i jeszcze długo mi posłuży, tak samo z pumeksem. Już wkrótce na blogu kilka słów o nowościach Beaute Marrakech - między innymi olejku z henny do olejowania włosów oraz ałunie w spray'u czyli naturalnym dezodorancie. Zainteresowani? Śledźcie bloga rówież na Facebook'u i bądźcie na bieżąco. :)

piątek, 22 września 2017

Smocza Krew i Śluz Ślimaka + Glinki z Syberyjskiego Morza Martwego - Maski Rapan Beauty

Glinki tu, glinki tam - wszędzie istne glinkowe szaleństwo. Co rusz widzimy reklamy, zaglądają do nas z drogeryjnych półek i kuszą obietnicami pięknej skóry. Ale jak odróżnić dobry produkt od byle jakiej, chemicznej masy, którą wpychają nam producenci kosmetyków? Jak odnaleźć maskę, która rzeczywiście ma w składzie przede wszystkim glinkę? 


Mnie się udało - trafiłam w internecie na polecane maski Rapan Beauty z glinkami syberyjskimi - czyli z "syberyjskiego Morza Martwego" słonego Jeziora Ostrovnoye. Akurat trafiła się świetna promocja - mini wersje maseczek z serii Power of Nature do wypróbowania w dobrej cenie - w sam raz aby sprawdzić ich działanie.



Wybrałam do przetestowania dwie maski - Niebieska Glinka + Smocza Krew oraz Żółta Glinka + Śluz Ślimaka. Minikosmetyki powinny wystarczyć na dwa użycia, ale ponieważ są bardzo wydajne można ich użyć nawet cztery razy. 


Niebieska Glinka + Smocza Krew
Smocza krew - brzmi intrygująco, prawda? Nazwę swą zawdzięcza po prostu czerwonemu kolorowi ekstraktu z kory drzewa o tejże nazwie. Maska przeznaczona do skóry wrażliwej, suchej czy mieszanej. Kilka słów o składnikach maski ze strony producenta:

Niebieska glinka syberyjska odżywia, odświeża i regeneruje skórę twarzy. Dzięki mikrocząsteczkom krzemionki posiada działanie pilingujące. Jest jedną z najrzadszych i najbardziej poszukiwanych glinek kosmetycznych. Doskonale nadaje się do zabiegów detoksykacyjnych.  
Smocza krew - ekstrakt z żywicy drzewa Croton Lechleri to bogate źródło fenoli, fitosteroli i alkaloidów. Jego unikalne działanie związane jest ze zdolnością kompleksowania i dezaktywacji reaktywnych form tlenu (ROS i RSN), chroniąc tym samym włókna elastyny i kolagenu. Dzięki obecność taspiny działa przeciwzapalnie oraz przyspiesza procesy gojenia. Stymuluje odnowę naskórka i odmładza skórę.
Olejek z chińskiej cytryny (Yuzu) jest bogaty w ceramidy, będące naturalnymi odpowiednikami ceramidów II i IV tworzących strukturę warstwy rogowej naskórka. Zapewnia odbudowę barierową zniszczonej i łuszczącej się skóry.
Olejek ze słodkich migdałów zapewnia maseczce niezwykłe walory aplikacyjne, a dodatkowo działa jako naturalny emolient, wygładzając oraz nawilżając skórę. Łatwo się wchłania, nie pozostawia na skórze tłustego filtra, jednocześnie pełni funkcję ujędrniającą i pielęgnującą. 
Żółta Glinka + Śluz Ślimaka
Maska ze znanym z dobroczynnego działania śluzem ślimaka oraz jagodami Acai. Przeznaczona do skóry tłustej i mieszanej.

Żółta glinka syberyjska osusza i oczyszcza skórę, doskonale radzi sobie z dużymi porami. Dzięki mikrocząsteczkom krzemionki posiada działanie złuszczające. Wygładza, napina i regeneruje skórę twarzy. Doskonale sprawdza się m.in. w zwalczaniu trądziku. 

Ekstrakt ze śluzu ślimaka zwiększa elastyczność skóry, pomaga w usuwaniu blizn, posiada doskonałe właściwości eksfoliacyjne.

Ekstrakt z owoców Acai - palmy występującej tylko w dzikich lasach deszczowych Amazonii - to bogate źródło polifenoli, kwasów Omega 6 i 9, witamin (głównie z grupy B) oraz mikroelementów. Wykazuje silne właściwości antyoksydacyjne (współczynnik ORAC 1026), a skuteczność hamowania działania wolnych rodników na skórę została potwierdzona w testach in vivo i in vitro.
Olejek ze słodkich migdałów zapewnia maseczce niezwykłe walory aplikacyjne, a dodatkowo działa jako naturalny emolient, wygładzając oraz nawilżając skórę. Łatwo się wchłania, nie pozostawia na skórze tłustego filtra, jednocześnie pełni funkcję ujędrniającą i pielęgnującą.
  
Jak widać po składach kosmetyków - czysta natura - i o to chodzi. Czas teraz na moje wrażenia. Obie maski mają typowo glinkowe konsystencję i pachną raczej ziemiście. Niebieska jest dotyku bardziej błotnista, żółta jakby bardziej piaskowa. Poczas nakładania wykonywałam delikatny peeling, jak zaleca producent. Po nałożeniu masek czułam lekkie mrowienie, które jednak po chwili ustało. Nie zrażałam się tym, dla mnie to oczywisty znak, że maska działa. Już podczas zmywania czułam, że skóra jest mocno nawilżona. Takie samo nawilżenie w przypadku obu masek, może bardziej w przypadku tej ze smoczą krwią. Wiele kosmetyków nawilżających używałam, ale takiego efektu jeszcze nie odczułam. Po zmyciu twarz nie wymaga już żadnego kremu - po prostu nie będzie w stanie go wchłonąć. Nakładałam tylko lekkie, żelowe serum.  Skóra miękka, wygładzona, wyrównany koloryt, promienna. Żółta glinka powoduje, że jest bardziej jędrna, chociaż i po niebieskiej czuć że jest dobrze napięta. I co najważniejsze - niebywała gładkość skóry - aż chce się dotykać! W ofercie jest jeszcze maska różowa Intensive Care, którą mam zamiar wypróbować jako następną. Możecie je zamówić tutaj Sklep Cobest.

piątek, 15 września 2017

Renee Blanche Bheyse Maska z Masłem Karite

Uwielbiam maski - bez nich nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgacji włosów. Każda nowa maska to kolejne wyzwanie dla mojej czupryny - jak się sprawdzi, jak zadziała na moje włosy. Chętnie sięgam po produkty sprawdzonych firm w dziedzinie profesjonalnej pielęgnacji oraz te składniki, które po prostu moim włosom najlepiej służą. I tak było w przypadku maski Renee Blanche z zawartością dobroczynnego masła karite. Masło Shea (karite) ma właściwości odżywcze, nawilżające i regenerujące. Zawiera naturalną allantoinę, prowitamina A, witaminy F i E, nasycone i nienasycone kwasy tłuszczowe. Świetnie sprawdza się na włosach niskoporowatch (jak moje), ale również daje radę na pozostałych średnio i wysokoporowatych - kwestia indywidualna. 



Maska do włosów farbowanych: odżywia, nawilża, nadaje witalności, nadaje miękkość, przywraca połysk.
 
Bheyse Capeli Colorati to maska do włosów farbowanych. Produkt stanowi kurację ochronną
i został stworzony na bazie masła Karite i środków kondycjonujących. Maska intensywnie nawilża, odżywia i nadaje włosom witalność. Dodatkowo przywraca naturalny, długotrwały blask oraz miękkość.
Dodatkowo doskonale chroni włosy przed promieniami słonecznymi.


Maska ta dedykowana jest włosom farbowanym - tym lepiej nawet dla włosów, które nie były poddane koloryzacji. Takie maski bowiem mają dużo bogatsze składy. Pierwsze wrażenie - pojemność 1 litra - to ilość odpowiednia dla prawdziwej włosomaniaczki! Lekka, delikatnie pachnąca konsystencja łatwo się rozprowadza - w przeciwnieństwie do naturalnego masła karite, ktorego aplikacja nie jest zbyt prosta (kto próbował ten wie :). Wiele masek już wypróbowałam - czym ciekawym wyróżnia się ta maska na tle innych? Oprócz miękkości, nawilżenia i blasku jaki dodaje moim włosom zauważyłam wyjątkową miękkość i gładkość końcówek. Końce moich włosów mają tendencję do rozdwajania, a przy tym są dość ostre. Po tej masce pierwszy raz miałam wrażenie, że są przyjemne i miłe w dotyku oraz mniej rozdwojone przy częstszym stosowaniu. Wspaniała wydajność i pojemność sprawia, że maska służy mi do tej pory, a używam jej od dłuższego czasu.

Gdzie można dostać te i inne maski Renee Blanche w przyzwoitych cenach? Zajrzyjcie do Hair & Beauty Professional Cosmetics. :)

czwartek, 31 sierpnia 2017

Somersby Apple Secco Taste - Podsumowanie Kampanii Streetcom

Są takie kampanie, które idealnie wpasowują się w porę roku. Tak było z akcją Streetcom, w której testowaliśmy nowy smak Somersby Apple Secco Taste. Nie ma bowiem lepszej pory na orzeźwienie z delikatnie musującym, wytrawnie jabłkowym nowym Somersby jak magiczny, letni czas.



Wyobraź sobie słoneczny dzień wśród ludzi, których uwielbiasz. Dodajmy do tego ogród pełen jabłek.
Magia Somersby Apple Secco Taste kryje się właśnie
w delikatnie wytrawnym, jabłkowym smaku, który
w połączeniu z piwną nutą czyni nowy wariant
Somersby wyjątkowym. Musowanie bąbelków
pozwoli Ci poczuć, czym są drobne przyjemności.
Przenieś się z przyjaciółmi do ogrodu Somersby!
 
 
Paczka Ambasadorki zawierała w sobie mnóstwo "magicznego" napoju w postaci 24 mini puszek do wypróbowania dla znajomych oraz pełnowymiarowej puszki i butelki Somersby dla mnie. Już po pierwszych testach wiedziałam, że nowe Apple Secco zrobi wśród przyjaciół furrorę. 
 
 
Częstując znajomych Somersby Apple Secco Taste najczęściej słyszałam opinię, że jest smaczniejszy i mniej słodki od standardowego jabłkowego Somersby. Co za tym idzie - bardziej orzeźwia i nadaje wspólnym chwilom wyjątkowy charakter. Do tego te bąbelki - niczym szampańskie! Kto raz spróbuje - ten na pewno wróci do Apple Secco - i tak też było. :)


Niestety nic nie trwa wiecznie - lato się kończy, jak również kampania dobiega końca. Ostatnie puszeczki znalazły swoich testerów. Jednak w tym roku wakacje zdecydowanie przedłużymy, jeśli sięgniemy po Somersby Apple Secco - to zdecydowanie smak tego lata!

niedziela, 13 sierpnia 2017

Książka Lipca - Konan Destylator

Jakub Wędrowycz to przerażający wiekowy ochlapus, wiejski egzorcysta, bimbrownik i kłusownik, porażający otoczenie wyglądem, zapachem i kulturą osobistą – a raczej jej brakiem. W towarzystwie równie odrażających kumpli pije, produkuje samogon, wdaje się w awantury oraz wypełniając wolę przodków regularnie likwiduje przedstawicieli wrogiego rodu – Bardaków.
W postaci Wędrowycza jak w soczewce skupiają się wszelkie możliwe polskie wady, przywary i stereotypy – ale jego chamstwo, wieśniactwo, buractwo, brak rozterek i hamulców moralnych oraz bogaty arsenał broni i materiałów wybuchowych zapewniają mu przewagę nad każdym przeciwnikiem.

Tyle Wikipiedia, a Wy właśnie trzymacie w ręku najnowszy zbiór doprowadzających do łez, plugawych historii z życia pogromcy Wojsławic i terenów, gdzie dociera Pekaes z Chełma.


Zanim zaczniecie czytać musicie wiedzieć, że Pilipiuk to obecnie jeden z moich ulubionych autorów. I jak się domyślacie - ciężko być krytycznym, kiedy zasiada się przed książką i wie, że czeka nas świetna zabawa. Tak samo było z nowymi przygodami Wędrowycza. Im Jakub starszy - czy raczej "nowszy" - tym lepszy. Dlatego recenzja będzie krótka i rzeczowa - jak myśli samego Jakuba. 

Kto dobrze go zna, ten wie czego można się po nim spodziewać. Nie dziwi zielony smrodek unoszący się z gumofilców, stary waciak czy poranne układanie fryzury przy pomocy skórki od boczku. Stara linka hamulcowa sprawdzająca się przy łapaniu bezdomnych psów czy łańcuch krowiak przy pasku do dawania wycisku Bardakom to również Jakubowy standard. Natomiast nowe przygody Wędrowycza to zdecywanie kolejne niespodzianki dla czytelników. Przepełnione tym rodzajem humoru, który lubię najbardziej - prostym, ale nie prostackim - jakby mogło się wydawać patrząc na samego Jakuba. Nie ma bowiem w całych Wojsławicach sprytniejszego osobnika, który robi najlepszą wiochę w swoim nietuzinkowym stylu.  

Co tym razem czeka nas w Jakubowym zbiorze? Sporo opowiadań, tych krótszych i dłuższych - łącznie 23 nowe opowieści. Wciąż jestem zaskoczona ilością pomysłów autora, które wydają się nie mieć ograniczeń. Wśród nich kolejne podróże Wędrowycza w czasie, jak i między alternatywnymi światami. Odwrócone role Jakuba i Semena z miejscowymi przedstawicielami władzy. Spotkanie w dawnych czasach z królem Konanem, którego zmęczyło wojowanie i zajmuje czymś zupełnie innym. Poznamy również "prawdziwą" wersję Akademii Pana Kleksa oraz tajemnicę długowieczności Semena. Jakub na kilometr rozpozna fałszywych zombii, wytropi wampira, rozprawi się z ninja - to dla niego pestka. Mimo całej wiochy jaką robi Jakub, wizyta w mieście zawsze odbywa się z pełną klasą, a i tam znajdą się nietypowe zagadki dla bimbrownika-egzorcysty. Chociaż zdarzają się przypadki, kiedy ktoś próbuje Wędrowycza spacyfikować - jak młody, pełen zapału policjant - próżny jego trud. Na Jakuba nie ma mocnych. Ubawiłam się świetnie przy tej książce, jak i przy poprzednich, chociaż wybuchów śmiechu było dużo więcej.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Instituto Espanol Nawilżający Żel Pod Prysznic z Aloesem

Na tapecie kolejny kosmetyk z aloesem. W ramach akcji na stronie Ambasadorka Kosmetyczna otrzymałam do wypróbowania nawilżający żel pod prysznic z aloesem w małym, podróżnym formacie 100 ml. 


Niestety nie jest to kosmetyk naturalny, jak wydaje się gdy spojrzymy na opakowanie. A czy nadaje się dla całej rodziny - patrząc na skład niekoniecznie dla wrażliwej skóry dzieci czy dla kobiet w ciąży. Na poniższym zdjęciu zobaczcie skład kosmetyku.

 
Żel ma dość gęstą konsystencję, a kolor lekko zielony - jak dla mnie mógłby nie mieć wcale koloru. To samo z zapachem - kojarzy mi się raczej ze środkami czystości niż kosmetykiem, szczególnie aloesowym.  Podczas mycia żel ładnie się rozprowadza, delikatnie pieni. Jest dość wydajny. Jak sprawdził się kosmetyk na mojej skórze? Rzeczywiście po kąpieli mogłam odczuć efekt nawilżenia, mimo zawartości SLS, które moje ciało nawet toleruje. Jednak na dłuższą metę staram się unikać drażniących pieniaczy. Oprócz nawilżenia zaobserwowałam poprawę ujędrnienia skóry. Skóra nie swędziała ani w trakcie, ani po kąpieli. Myślę, że kosmetyk ten miałby potencjał, jeśli by zrezygnować ze sztucznych zapachów i kolorów oraz substancji chemicznych. Kosmetyki na bazie aloesu teraz robią furrorę dzięki naturalnym właściwościom tej dobroczynnej rośliny.

piątek, 14 lipca 2017

Świat Naturalnych Peelingów Achae

Ręcznie robione cudowne peelingi, o naturalnym składzie. Zawierają to co dobry kosmetyk powinien mieć i nic więcej. Żadnych parabenów, sztucznych zapachów, środków konserwujących - zero chemii. Te naturalne scruby skradły moje serce. Warto sięgnąć po coś naturalnego jak kosmetyki, a w tym przypadku peelingi od Achae. 


Przyjemny, świeży zapach, aksamitna konsystencja i oczywiście efekty, które widać po zastosowaniu. A to wszystko w ekologicznym, w pełni biodegradowalnym opakowaniu. Peelingi mamy do wyboru w kilku wersjach, zarówno kawowych, solnych, jak i cukrowych. Wypróbowałam 5 z 6 dostępnych wariantów. Każdy z nich na opakowaniu ma zamieszczoną obietnicę, w jaki sposób wpłynie na stan naszej skóry - ciekawy pomysł. :)


Oto lista składników występujących w scrubach oraz ich dobroczynnych właściwości:
Różowa sól himalajska ma właściwości odmładzające. Dzięki niej skóra jest miękka jak u niemowlaka.
Olej migdałowy zapobiega powstawaniu stanów zapalnych.
Olejek pomarańczowy ma właściwości przeciwzapalne i antyseptyczne, doskonale nawilża suchą skórę i wpływa korzystnie na cerę. 
Olej kokosowy odżywia skórę, zapewniając jej ochronę przed starzeniem. 
Zielona herbata zwalcza wolne rodniki, zapobiega powstawaniu wyprysków, odkrywa naturalny blask skóry i spowalnia proces powstawania zmarszczek. 
Brązowy cukier złuszcza martwy naskórek, pozostawiając skórę gładką i rozjaśnioną. 
Olejek grapefruitowy jest przywraca równowagę tłustej skórze, zapobiega powstawaniu wyprysków. 
Kofeina zawarta w kawie stymuluje krążenie krwi, dzięki czemu zapobiega pojawianiu się rozstępów, redukuje cellulit, pomaga w walce z łuszczycą. 
Olej waniliowy odżywia skórą i zapobiega jej starzeniu, ma także właściwości antyoksydacyjne.
Olejek lawendowy ma właściwości przeciwzapalne i antyseptyczne.


Cukrowy peeling z zieloną herbatą zmiękcza skórę, pozostawiając ją miękką i gładką. Zawiera: zieloną herbatę, brązowy cukier, olejek grapefruitowy, olej migdałowy. Zmiękczę Twoją skórę i nie tylko.


Solny peeling pomarańczowy nawilża delikatną i podatną na występowanie wyprysków skórę. Eliminuje niedoskonałości, pozostawiając skórę gładką i świeżą. Zawiera: różową sól himalajską,  olej migdałowy, olejek pomarańczowy, olej kokosowy. Nawilżę Twoją skórę i nie tylko.


Kawowy peeling waniliowy pomaga ukoić suchą, podrażnioną skórę. Pozostawia ją zdrowszą, odżywioną i gładką. Eliminuje niedoskonałości, dzięki czemu skóra jest świeża. Zawiera: kofeinę,  olej waniliowy, olej migdałowy, brązowy cukier, różową sól himalajską. Odżywię Twoją skórę i nie tylko.


Kawowy peeling kokosowy rozprawia się z suchą, łuszczącą się skórą. Sprawia, że staję się gładka, miękka i jędrna jak skóra dziecka. Zawiera: olej kokosowy,  kofeinę, brązowy cukier, różową sól himalajską. Wygładzę Twoją skórę i nie tylko.


Pomarańczowy peeling kawowy odkrywa naturalny blask skóry. Zawiera: kofeinę,  brązowy cukier, różową sól himalajską, olejek migdałowy, pomarańczowy oraz lawendowy. Odmłodzę Twoją skórę i nie tylko.


Czy peelingi spełniły swoje obietnice? Zdecydowanie tak! Wspaniałe zapachy czuć już przez opakowanie, szczególnie w przypadku peelingów kawowych. Efekty - gładka, nawilżona i miękka skóra - widać już po pierwszym użyciu. Zapach utrzymuje się bardzo długo na skórze. Po dłuższym czasie zauważyłam, że skóra wygląda zdrowiej, ma wyrównany koloryt, jest rozświetlona, bardziej jędrna i po prostu piękna. Kremowa konsystencja peelingów świetnie się rozprowadza, delikatnie masuje skórę. Naturalne olejki i sole sprawiają, że użycie scrubu podczas kąpieli może stać przyjemnym zabiegiem dla ciała i zmysłów niczym w ekskluzywnym SPA. Szybka poprawa wyglądu dłoni? Nie ma problemu - peeling natychmiast odżywi i wygładzi nasze ręce. Sezon plażowy w pełni? Nie zapomij o scrubie z naturalnym składem, który zadba aby Twoje ciało wyglądało nieskazitelnie. A które z peelingów polubiłam najbardziej? Wszystkie! Każdy z nich jest świetny, pachną pięknie - kawowe pubudzają zmysły, pomarańczowy i zielona herbata wspaniale orzeźwiają swoim zapachem. A czy Wy próbowaliście już natury z Achae?

środa, 5 lipca 2017

Equilibra Aloes Szampon i Odżywka - Nawilżenie i Objętość Dla Twoich Włosów

Na moich włosach przerobiłam już wiele produktów do ich pielęgnacji, ze wszelkimi możliwymi składnikami, naturalnymi czy też nie. Ale wierzcie mi - dawno nie trafiłam na tak udany duet jakimi są szampon i odżywka z serii Aloe od Equilibra. Produkty te zawierają aż 20% aloesu, którego dobroczynne działanie jest doceniane nie tylko przez włosomaniaczki. Aloes jako humektant świetnie przyciąga i zatrzymuje wodę, jego nawilżające właściwości są nieocenione. Zawiera mnóstwo mikroelementów, które korzystnie wpływają na stan włosów. A jak sprawdził się na moich włosach? O tym za chwilę, najpierw kilka słów o samych kosmetykach.


Nawilżajacy szampon aloesowy. 
Szampon dla całej rodziny, idealny do wszystkich rodzajów włosów. Delikatnie oczyszcza włosy i skórę głowy nie podrażniając i nie wysuszając. Przywraca równowagę skóry głowy. Specjalnie dobrane ekstrakty roślinne wzmacniają, chronią i doskonale nawilżają. Włosy są lśniące, miękkie i odżywione. Wysoka zawartość Aloesu (20%), naturalnego ekstraktu bogatego w polisacharydy zapewnia doskonałe nawilżenie i ochronę. Wyciąg z liści pokrzywy wspomaga wzrost zdrowych włosów.



Nawilżająca odżywka aloesowa.
Idealna do wszystkich rodzajów włosów. Dzięki działaniu naturalnych aktywnych składników doskonale nawilża, wzmacnia i chroni włosy. Ułatwia rozczesywanie i pozostawia lśniące, miękkie i odżywione. Przywraca równowagę skóry głowy. Wysoka zawartość Aloesu (20%), naturalnego ekstraktu bogatego w polisacharydy zapewnia doskonałe nawilżenie i ochronę. Wyciąg z liści pokrzywy wspomaga wzrost zdrowych włosów.

  
Co zawierają?
Wyciąg z liści pokrzywy: wzmacnia włosy.
Proteiny pszeniczne: wzbogacają, wzmacniają strukturę.
Surfakanty pochodzenia roślinnego: delikatnie oczyszczają.
Ekstrakt z siemienia lnianego: wzmacnia i odżywia.
Gliceryna roślinna: zapewnia miękkość, blask, wzmacnia i wygładza.
98% składników pochodzenia roślinnego.

Wolne od:
Parabenów, wazeliny, SLS/SLES, PEG, alkoholu, silikonu, barwników, alergenów.

 
Czas na moje wrażenia, a są jak wspominałam na początku, naprawdę pozytywne. Zarówno szampon jak i odżywka są gęstej konsystencji, pachną subtelnie i świeżo. Szampon bardzo obficie się pieni i naprawdę niewielka ilość wystarczy aby dokładnie oczyścić zarówno skórę głowy, jak i włosy. Jest bardzo wydajny - używam go już jakiś czas, a niewiele go ubywa. Już podczas mycia czuję, że włosy nabierają grubości oraz przyjemne ukojenie skóry głowy. Po spłukaniu utwierdzam się, że włosy nabrały objętości, do tego są dobrze oczyszczone, czuć charakterystyczny opór. 

Gęsta odżywka świetnie rozprowdza się po włosach, próbowałam różne ilości i za każdym razem bez problemu się spłukuje. A gdy już ją spłuczemy - niespodzianka! Włosy zyskują jeszcze więcej na grubości. Może w przypadku gęstych włosów byłoby inaczej, ale moje są cienkie i poczułam naprawdę sporą różnicę. Ale to nie koniec przyjemnych niespodzianek - pora na suszenie. Kosmyki pięknie unoszą się u nasady, są miękkie i przyjemne w dotyku. Lśniące i gładkie, o objętości chyba nie muszę już wspominać? Odniosłam również wrażenie, że dłużej zachowują świeżość. Podczas stylizacji fryzura "zapamiętuje" swoją formę - nawet bez pianek i lakierów. Szczerze polecam aloesowe kosmetyki do włosów od Equilibra - i Wy poczujcie tą niesamowitą objętość i nawilżenie Waszych włosów.